|
o czym będzie?? o ciepłej świadomości nieobojętności
wtorek, 30 stycznia 2007
czasem go nie lubie
kochanie: ejjj, chcesz herbaty?? ja: nie wołaj na mnie "ejj" !! kochanie: ejj tyy, lepiej?? czasem go nie lubie!! a tak w ogóle, to ostanio dzieli nas przepaści. ja wkraczam w "dwudziestke", a on się z "dwudziestkami" pożegnał. o wiek chodzi, oczywiście:)
poniedziałek, 29 stycznia 2007
dostałam od taty naszyjnik, z okazji jego wizyty w gdańsku. miał być delfin, tak się umawialiśmy, ale ponieważ owego delfina nie znalazl, podarował mi naszyjnik. a do niego są kolczyki, które pewnie kiedyś zgubię, tylko ten naszyjnik zostanie. teraz do mnie nie pasuje, jest ciężki, ciemny, z niespotykanych kamieni, ma fascynującą teksturę. to jest naszyjnik dla mnie dorosłej, kiedy już jego nie będzie, wtedy go będę nosić i wspominać jak miał kupić mi delfina. będzie naszyjnik, kiedy taty już nie będzie.
niedziela, 10 grudnia 2006
mowcie co chcecie, byle nie zle, czyli obrazalski burmistrz
sobota, 09 grudnia 2006
moj ojciec sie stara. bardzo Go za to sznuje i podziwiam, za bezgraniczna cierpliwosc do osoby swojej nieuczesanej corki. nie ukrywa, ze mnie w wiekszosci przypadkach nie romumie, nie pochwala wiekszosci moich wyborow, co pokazuje pomrukami pod wasem. ale wspiera, pomaga, stara sie, stara i stara. slucha, szuka, kombinuje, zebym miala lzej, wzdycha cichutko, kiedy juz nie moze, ale zawsze sie stara. takie ojca, kazdemu zycze moj nowy zachwyt, dostaniety od ojca-mikolaja. im dluzej jej slucham, tym bardziej mnoza sie moje zachwyty. tylko zohara fresco podglosnilabym delikatnie. na lubelskim koncercie tak zachwycil mnie ten czlowiek, ze sluchalabym jego spiewu bezustannie. fascynuje mnie trio tych muzykow. ich wspoldzialanie, szacunek dla instrument i dla siebie nazwajem. pasja z jaka graja, widac bylo, ze gra daje im obromnie duzo przyjemnosci. cudownie bylo obserwowac ich relacje na scenie, wprost z drugiego rzedu filcharmonii lubelskiej. mysle, ze gdyby w pewnym momentach, cala sala wyszla w czasie koncertu, zaden z nich nie zwrocilby uwagi, byli tak skoncentrowani. przerwy miedzy utworami nalezaly juz do publicznosci i do zohara, ktory wydawal sie byc zawstydzony, czy tez zazenowany owacjami i nawalem braw. gdyby tylko mogl, mysle, ze zszedlby ze sceny i pomog klaskac.
piątek, 08 grudnia 2006
moj szef to psychopata
sa jakies urlopy dla zadreczonych studentow/pracownikow najnizszej klasy praktykanto-stazystow? jakies chorobowe na efekt wymiotny po zetknieciu z rapitografem? jak tak, to ja sie pisze. normalnie zakwasy mam w dloniach i oczach. o mozgu to juz nie wspomne, bo i poco operowac publicznie takim slownictwem. widzieliscie juz okladke newsweek'a z tytulem: "moj szef to psychopata"? ja widzialam i potwierdzam. jak ten czlowiek mnie nie zameczy, to sama sie dobije. zaraz po tym jak z wyzszoscia stwierdzi, ze powinnam postawic mu pomnik, za to ze laskawie pozwala mi wdychac architektoniczne opary, architektonicznych glow, pochylonych nad architektonicznymi projektami, o ktorych tak ograniczona jednostka jak student, nie ma bladego pojecia. dziekuje za wypowiedz
sobota, 04 listopada 2006
czwartek, 22 czerwca 2006
felkowe świrowanie
dzisiaj pewnie bedzie mi sie zasypialo wybitnie. powod mojego wysmienitego nastroju jest wlochaty, caly bialy, a nazwalam to to wdziecznie-Felek, od dzielnicy, w ktorej teraz mieszkam czyli Felin:). zerkam na niego jednym okiem kontrolujac, czy aby nie zrobil sobie krzywdy biedajac samopas po pokoju. siedzi czy tez stoi na tylnich lapkach i czysci pyszczek z niedzielna dokladnoscia. to zadziwiajace ile radosci moze dac takie niepozorne stworzenie. bardzo brakowalo mi jakiegos wlochatego zwierza w akademiku, moze pomylilam sie z zawodem i powinnam wybrac weterynarie, heh. ... a teraz kica po pokoju niweczac moje wysilki skupienia sie na pisaniu, przy dzwiekach "mowiac z Toba" Akurat. polozyl sie na podlodze w zamiarze zasniecia. rozkoszniak:)) gonia przycupnieta, skupiona, szkicuje z jezykiem na brocie na brodzie faldy zaslon. taka zerkajaco -mazajaca, milo dla ucha i oka, bo ze mnie obserwator cichych skupien cudzych. najmilej jest mi podgladac skupienia autobusowe, przypadkowo spotkanych ludzi. marzy mi sie fotografowanie takich zadumanych twarzy. zapakowalam Felka do pudelka, bo rzrabia lobuz podgryzajac kable. jeszcze tylko krolika na sumieniu mi brakuje, musialam go zniewolic:)
środa, 10 maja 2006
sobota, 11 marca 2006
wystawowo
piątkowa, niezapowiedziana, zorganizowana na prędce wyprawa na wystwawę malarstwa Olgi Boznańskiej jeszcze mi w głowie szumi. wszystko ułożyło się samo, dzień sam zrobił się wolny od zajęć, jakoś sami z siebie wstaliśmy z rana, bez najmniejszego zaspania, a tu nagle znajeżliśmy się w Stalowej Woli, a później w Janowie Lubelskim i Kraśniku. aż żal było wracać... samą wystawę trudno mi opisać w sposób dla niej godny, myślę że najlepiej opisze to sama autorka: "posyłam Ci katalog mojej wystawy, mam tylko najpiękniejszą części sali, oddzielonej framugą od reszty wystawiajacych pań. obrazy moje wspaniale wyglądają, bo sa prawdą, sa uczciwe, pańskie, nie ma w nich malowstkowości, nie ma maniery, nie ma blagi. sa ciche i żywe, i jak gdyby je lekka zasłona od patrzących dzielila" Olga Boznanska do Julii Gradomskiej z Paryża 20 grudnia 1909r przy dźwiekach Fisza, z kubasem soku z czarnych pożeczek, zajadając kruche ciasteczka babci mojej współlokatorki. ehh, no i do szczęścia tak niewiele mi potrzeba... :))
czwartek, 09 marca 2006
dobrze mi w lublinie
przy osieckiej, przy bukiecie prawie wiosennych tulipanów święto kobiet ma zupełnie inny wymiar. na nowo poznaję Lublin sentymentalny, spokojny z jazzowymi dźwiękami w "po godzinach". to miasto jest niesłusznie niedoceniane i to najbardziej przez swych mieszkańców, a jak dowiedziałam się od życzliwego internauty, żeby lublin poznać trzeba sie w nim zgubić. ja się zatopiłam. gubie się coraz śmielej i coraz bardziej pozytywnie. przywiązuję i nabieram szczerej sympatii. czuję się tu jak najbardziej na miejscu. perspektywa spedzonych tu najbliższych 5 lat przyprawia mnie o uśmiech na twarzy. planuję coraz wiecej i coraz więcej realizuję. zawiązałam supełek na tym miejscu w postaci studiów, a teraz zaszyłam się tu na dobre, na basen, na jogę, na teatr provisorium i osterwy, na koncerty, na gosie, która spi, kiedy ja piszę swoje lubelskie wywody, na odwiedzny kochanie niezapowiedziane, na zdjęcia pstrykane co chwila, na klub jeżdziecki, na zatłoczone autobusy na felin, na mrożone poziomki i pyzy odgrzewane w akademiku... |